Na pierwszy rzut oka nie przypomina miejsca, które mogłoby konkurować z Nikiszowcem czy Księżym Młynem. Nie ma tutaj wielkich ceglanych kwartałów, monumentalnych bram ani potężnej fabryki, która od razu przyciąga wzrok. Zabudowa jest bardziej rozproszona. Pomiędzy domami pojawia się zieleń, ulice mają lokalny charakter, a poszczególne budynki łatwo przeoczyć.
A jednak właśnie tutaj powstało jedno z najbardziej interesujących osiedli patronackich Zagłębia Dąbrowskiego.
W dzisiejszych Ostrowach Górniczych, dawnej osadzie Niemce, Warszawskie Towarzystwo Kopalń Węgla i Zakładów Hutniczych stworzyło coś więcej niż mieszkania dla górników. Powstały:
- szkoła,
- szpital,
- ambulatorium,
- willa dyrektora,
- domy dla urzędników,
- gospoda z salą balową, biblioteką i czytelnią,
- park,
- ochronka,
- łaźnia,
- sklep,
- straż pożarna.
A przede wszystkim domy, w których mogli mieszkać robotnicy i pracownicy kopalni.
To nie było więc zwykłe osiedle mieszkaniowe. Był to cały świat zbudowany wokół kopalni.
Najpierw był węgiel
Historia tego miejsca zaczyna się znacznie wcześniej niż historia samego osiedla.
Niemce były niewielką osadą położoną na terenach, które z czasem miały stać się jednym z ważniejszych obszarów przemysłowych Zagłębia Dąbrowskiego. W 1814 roku odkryto tutaj pokłady węgla kamiennego. Powstała kopalnia „Feliks”, początkowo eksploatująca węgiel metodą odkrywkową, a później głębinową. Przez kolejne dziesięciolecia zakład przechodził różne koleje losu, aż w 1874 roku tutejsze interesy górnicze przejęło Warszawskie Towarzystwo Kopalń Węgla i Zakładów Hutniczych.
Był to moment przełomowy. Towarzystwo rozpoczęło modernizację kopalń i rozwój wydobycia. Powstawały nowe szyby i kolejne zakłady, a wraz z nimi rosło zapotrzebowanie na ludzi.
Problem był oczywisty. Kopalnia potrzebowała robotników. Robotnicy potrzebowali mieszkań. A kiedy powstawały mieszkania, pojawiały się kolejne potrzeby.
Dzieci potrzebowały szkoły. Chorzy – lekarza. Rodziny – sklepu. Pracownicy – miejsca spotkań.W ten sposób rozwój kopalni zaczął przekształcać niewielką osadę w przemysłową społeczność.
Warszawskie Towarzystwo buduje własny świat
Warszawskie Towarzystwo Kopalń Węgla i Zakładów Hutniczych nie ograniczyło się do budowy kilku domów.
Kompleks w Niemcach rozwijał się przez kilkadziesiąt lat, a jego poszczególne elementy powstawały w różnych momentach. Najstarsza zachowana zabudowa mieszkaniowa pochodzi z końca XIX wieku. Na przełomie XIX i XX wieku pojawiły się kolejne ważne obiekty: szkoła, szpital i willa dyrektorska. W latach 1902–1903 zbudowano natomiast gmach, który do dziś jest najbardziej niezwykłym budynkiem całego założenia – gospodę ludową, późniejszy Dom Ludowy.
W 1904 roku do kompleksu dołączyło ambulatorium. W latach 20. XX wieku powstały jeszcze domy urzędnicze.
Nie był to zatem projekt zamknięty w jednym momencie. Rósł razem z przedsiębiorstwem. I właśnie dlatego jest tak ciekawy. Nie oglądamy tutaj jednego, zaprojektowanego od początku osiedla. Oglądamy proces budowania całej społeczności.
Dla robotnika i dla urzędnika
Jedną z najbardziej interesujących cech osiedla w Ostrowach Górniczych jest widoczne w przestrzeni zróżnicowanie społeczne.
Warszawskie Towarzystwo budowało mieszkania nie tylko dla robotników. Powstawały również domy dla urzędników i kadry kierowniczej. To rozróżnienie było ważne. W przedsiębiorstwie każdy miał swoje miejsce – od robotnika pracującego przy wydobyciu po urzędnika, inżyniera czy dyrektora.
Architektura tę hierarchię pokazywała. Domy robotnicze były prostsze i bardziej powtarzalne. Budynki urzędnicze otrzymywały bardziej reprezentacyjne formy. Najbardziej wyróżniała się oczywiście willa dyrektorska.
W ten sposób całe osiedle stawało się niemal przestrzennym obrazem struktury przedsiębiorstwa. Im wyższa pozycja zawodowa, tym większy dom, więcej przestrzeni i bardziej reprezentacyjna forma. To rozwiązanie nie było wyjątkowe w świecie przemysłowym. Ale tutaj można je zobaczyć wyjątkowo czytelnie.
Domy robotnicze
Najstarsze domy mieszkalne związane z osiedlem powstawały przy dzisiejszej ulicy Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Ich architektura jest znacznie bardziej powściągliwa niż późniejsza gospoda czy willa dyrektora.
- Ceglane elewacje,
- proste bryły,
- powtarzalne okna.
- niewielki detal.
To architektura podporządkowana funkcji.
Dom miał przede wszystkim pomieścić pracowników kopalni i ich rodziny. Ale właśnie ta prostota sprawia, że warto przyjrzeć się jej z bliska. Nie jest to architektura pozbawiona charakteru. W detalach pojawiają się lizeny, fryzy i ceglane podziały, które porządkują fasady. Budynki tworzą razem spokojny, powtarzalny rytm typowy dla XIX-wiecznego budownictwa patronackiego.
Dzisiaj wiele z tych domów nadal pełni funkcję mieszkaniową. To ważne. Nie są muzealnymi eksponatami. Są częścią codziennego życia dzielnicy.
Szkoła dla dzieci górników
Około 1900 roku powstał jeden z najważniejszych elementów całego zespołu – szkoła powszechna. Jej budynek zaprojektowano jako część większego założenia obejmującego również dom nauczyciela. Projekt przypisywany jest warszawskiemu architektowi Kazimierzowi Loewe.
Szkoła była czymś więcej niż kolejnym budynkiem. Pokazywała, że przedsiębiorstwo myślało o osiedlu nie tylko jako o miejscu zakwaterowania pracowników.
Górnik miał mieć gdzie mieszkać. Jego dzieci miały mieć gdzie się uczyć. Rodzina miała móc funkcjonować w obrębie jednej społeczności.
To właśnie szkoła jest jednym z elementów, które pozwalają mówić o osiedlu jako o małym, samowystarczalnym świecie.
Szpital obok domu
Na początku XX wieku w osiedlu działał również szpital, przy dzisiejszej ulicy Gałczyńskiego. Niedaleko znajdowało się ambulatorium. W świecie górniczym była to infrastruktura szczególnie ważna.
Praca pod ziemią była niebezpieczna. Wypadki, choroby i urazy były częścią rzeczywistości przemysłowej. Dostęp do opieki medycznej w bezpośrednim sąsiedztwie zakładu miał więc praktyczne znaczenie zarówno dla pracowników, jak i dla samego przedsiębiorstwa.
Towarzystwo budowało system, który miał zapewnić pracownikowi nie tylko miejsce pracy, ale również podstawowe zabezpieczenie jego życia.
To z jednej strony świadczy o rozwiniętym jak na swoje czasy zapleczu socjalnym. Z drugiej – przypomina, że patronat przemysłowy był również narzędziem utrzymywania pracowników związanych z przedsiębiorstwem.
Willa dyrektora
Kilka kroków od zabudowy robotniczej znajdowała się willa dyrektorska. Jej obecność bardzo dobrze pokazuje hierarchię całego założenia.
Robotnik mieszkał w jednym z powtarzalnych domów. Urzędnik otrzymywał większy i bardziej reprezentacyjny budynek. Dyrektor miał własną willę.
W latach 1912–1937 mieszkał w niej dyrektor generalny Witold Sągajłło.
Dzisiaj różnica pomiędzy tymi budynkami jest ciekawym dokumentem społecznym. Nie trzeba czytać tabel płac ani dawnych regulaminów przedsiębiorstwa. Wystarczy przejść ulicą. Architektura sama pokazuje, kto zajmował jakie miejsce w strukturze kopalni.
Dom Ludowy, który wygląda jak z Podhala
Najbardziej zaskakującym budynkiem całego kompleksu jest jednak Dom Ludowy przy ulicy Klubowej 2. Wystarczy na niego spojrzeć, żeby zrozumieć, dlaczego.
Wśród ceglanych domów robotniczych i przemysłowej architektury pojawia się budynek z wyraźnymi nawiązaniami do stylu zakopiańskiego. To nie przypadek.
Dom Ludowy powstał w latach 1902–1903 według projektu warszawskich architektów Franciszka Lilpopa i Kazimierza Jankowskiego. Zastosowana forma nawiązywała do stylu zakopiańskiego, który na początku XX wieku postrzegano jako jeden z możliwych sposobów poszukiwania rodzimego języka architektury.
I nagle osiedle górnicze zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Zamiast kolejnego ceglanego budynku pojawia się architektura z drewnianymi elementami, dekoracyjnymi detalami i charakterystyczną sylwetką. To jeden z tych obiektów, które trudno pomylić z czymkolwiek innym.
Gospoda, teatr, biblioteka i sala balowa
Dom Ludowy był jednak ciekawy nie tylko ze względu na wygląd. Jego program był niezwykle rozbudowany.
Mieściła się tutaj gospoda, sala balowa, sala bilardowa, czytelnia i biblioteka. Była także przestrzeń przeznaczona na przedstawienia teatralne i spotkania. Budynek pełnił więc funkcję miejsca odpoczynku, rozrywki i życia społecznego.
To bardzo ważny element całego osiedla. Praca w kopalni zajmowała dużą część życia. Ale człowiek po pracy potrzebował czegoś więcej niż własnego mieszkania.
Potrzebował spotkania, rozrywki, kultury, rozmowy. Miejsca, w którym można było spędzić wieczór. Dom Ludowy odgrywał właśnie taką rolę. Był odpowiednikiem współczesnego domu kultury, klubu, restauracji i sali widowiskowej w jednym.
Park dla mieszkańców
Przy gospodzie znajdował się park. Miał około dwóch hektarów i stanowił zielone zaplecze całego założenia. To kolejny element, który pokazuje, że Warszawskie Towarzystwo nie myślało o osiedlu wyłącznie przez pryzmat produkcji.
Robotnik miał nie tylko pracować. Miał również odpoczywać. Park był przestrzenią spotkań i rekreacji. W zestawieniu z gospodą, biblioteką, salą teatralną i salą balową tworzył coś w rodzaju centrum społecznego osiedla. Nie był to plac przed kopalnią. Było to miejsce życia poza pracą.
Kobiety i codzienność
W programie osiedla znalazły się również funkcje skierowane bezpośrednio do codziennego życia rodzin. Towarzystwo prowadziło ochronkę, łaźnię, sklep spożywczy oraz szkołę gospodarstwa domowego dla dziewcząt.
To szczególnie interesujący fragment historii.
Industrializacja nie zmieniała bowiem tylko sposobu pracy mężczyzn. Zmieniała całe rodziny. Kiedy mężczyzna pracował w kopalni, ogromna część codziennych obowiązków spoczywała na kobietach. Organizacja prania, gotowania, opieki nad dziećmi i prowadzenia gospodarstwa domowego była równie ważna dla funkcjonowania osiedla jak praca przy wydobyciu.
Łaźnia, ochronka czy szkoła gospodarstwa domowego nie były więc dodatkami. Były elementami infrastruktury społecznej. Osiedle miało działać jak dobrze zorganizowany organizm.
Patronat: opieka czy kontrola?
Patronackie osiedle można łatwo przedstawić jako historię społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstwa. I rzeczywiście – trudno nie docenić skali inwestycji:
- mieszkania,
- szkoła,
- szpital,
- ambulatorium,
- łaźnia,
- sklep,
- ochronka,
- Dom Ludowy.
Jednak patronat miał również drugą stronę.
Przedsiębiorstwo, które zapewniało mieszkanie i podstawowe usługi, zyskiwało wpływ na życie swoich pracowników. Praca i mieszkanie znajdowały się blisko siebie. Pracownik był częścią społeczności stworzonej przez pracodawcę. To rozwiązanie było korzystne dla obu stron, ale nie oznaczało równości.
Towarzystwo budowało osiedle dla pracowników, lecz jednocześnie organizowało przestrzeń zgodnie z hierarchią własnego przedsiębiorstwa. Robotnik, urzędnik i dyrektor mieli swoje miejsce. Dosłownie.
Osiedle jako mapa hierarchii
Spacer po Ostrowach Górniczych można więc potraktować jak czytanie mapy dawnego przedsiębiorstwa. Najpierw widzimy proste domy robotnicze. Potem szkołę. Dalej szpital i ambulatorium. Willa dyrektorska pokazuje najwyższy szczebel hierarchii. Domy urzędnicze mają własną formę. A pomiędzy nimi znajduje się Dom Ludowy – miejsce, w którym różne grupy społeczności mogły spotkać się poza godzinami pracy.
Wszystkie te elementy należały do jednego systemu. To właśnie odróżnia osiedle patronackie od przypadkowego zespołu starych domów. Tutaj architektura opowiada historię przedsiębiorstwa.
Kopalnia, której już nie ma
Dziś trudno odtworzyć skalę świata, dla którego powstało osiedle. Kopalnia „Feliks” i kolejne zakłady, które przez dziesięciolecia organizowały życie okolicy, nie funkcjonują już w dawnej formie. Przemysłowe serce tego miejsca zniknęło.
Zostały budynki, ulice, nazwy, fragmenty dawnego układu i pamięć mieszkańców.
To charakterystyczny los wielu osiedli patronackich Zagłębia Dąbrowskiego. Przedsiębiorstwo, które je stworzyło, znika. Osiedle pozostaje.
Niemce stają się Ostrowami Górniczymi
Zmieniła się również sama nazwa miejsca. Dawne Niemce po II wojnie światowej zostały przemianowane na Ostrowy Górnicze. W 1967 roku połączono je z Kazimierzem, tworząc miasto Kazimierz Górniczy, które od 1975 roku jest dzielnicą Sosnowca.
Nazwy zmieniały się więc razem z granicami administracyjnymi. Architektura pozostała. I właśnie dlatego jest dziś tak ważnym dokumentem. Pokazuje świat, który zniknął z mapy gospodarczej, ale nie zniknął całkowicie z przestrzeni.
Co zostało?
Zaskakująco dużo. Zachowały się:
- domy robotnicze,
- willa dyrektorska,
- szkoła,
- dawne ambulatorium,
- szpital,
- domy urzędnicze,
- Dom Ludowy,
- fragmenty dawnego układu przestrzennego.
Nie wszystkie budynki pełnią oczywiście swoje pierwotne funkcje. Niektóre zostały przebudowane, inne zmieniły przeznaczenie. Ale razem nadal tworzą czytelny obraz dawnego osiedla patronackiego. I to właśnie jest jego największą wartością. Nie pojedynczy dom. Nie jeden zabytek. Ale relacja między nimi.
Miasto bez rynku
W tradycyjnym mieście centrum stanowił rynek. Tutaj centrum było gdzie indziej. Stanowiła je kopalnia. To ona dawała pracę, przyciągała mieszkańców i powodowała rozwój całego zespołu. Wokół niej powstawały mieszkania. Wokół mieszkań — szkoła, szpital i sklepy. Dalej – miejsca odpoczynku i rozrywki.
Cały układ można odczytać jako odpowiedź na jedno podstawowe pytanie: Jak stworzyć miejsce, w którym pracownicy kopalni będą mogli nie tylko pracować, ale również żyć?
Warszawskie Towarzystwo odpowiedziało na nie bardzo szeroko. Zbudowało nie tylko domy. Zbudowało infrastrukturę codzienności.
Małe miasto zbudowane dla kopalni
W tym sensie osiedle w Ostrowach Górniczych jest bliskie Nikiszowcowi i Księżemu Młynowi. W każdym z tych miejsc przedsiębiorstwo wyszło poza fabryczną bramę. W Nikiszowcu powstało zwarte, niemal miejskie osiedle górnicze. Na Księżym Młynie wielkie przedsiębiorstwo włókiennicze stworzyło własne „miasto w mieście”.
W Ostrowach Górniczych mamy jeszcze inny model. Mniej monumentalny.
Bardziej rozproszony. Ale niezwykle kompletny. To nie jest opowieść o jednym wielkim założeniu urbanistycznym. To opowieść o tym, jak przez kilkadziesiąt lat przedsiębiorstwo krok po kroku budowało wokół kopalni świat potrzebny do życia.
Najpierw dom, potem szkoła, szpital, ambulatorium, miejsce spotkań i kolejne domy. Aż w końcu powstała społeczność, która mogła funkcjonować niemal jak osobne miasteczko.
Dziedzictwo, którego łatwo nie zauważyć
Być może największym problemem tego miejsca jest jego niepozorność. Przejeżdżając przez Ostrowy Górnicze, łatwo nie zauważyć, że pomiędzy współczesną zabudową zachował się jeden z najbardziej kompletnych zespołów patronackich Zagłębia.
Nie ma tutaj turystycznej scenografii. Nie ma wielkich tłumów. Nie ma jednej ulicy, która w całości wygląda jak pocztówka.
Trzeba szukać. Trzeba przejść pomiędzy budynkami, zwrócić uwagę na ceglane domy, poszukać dawnej szkoły, zobaczyć willę. A przede wszystkim znaleźć Dom Ludowy. Dopiero wtedy zaczyna być widoczny cały układ. I nagle zwykła ulica przestaje być zwykłą ulicą. Staje się fragmentem dawnego miasta kopalnianego.
Dziś
Osiedle Warszawskiego Towarzystwa Kopalń Węgla i Zakładów Hutniczych nie jest skansenem. Tak jak Nikiszowiec, nadal jest przede wszystkim miejscem życia. Mieszkańcy nie są statystami w historycznej scenografii. Domy nadal pełnią swoje funkcje.
Dawne obiekty mają nowe życie albo pozostają świadectwem minionej epoki. To właśnie sprawia, że spacer po Ostrowach Górniczych jest ciekawszy niż zwiedzanie zamkniętego zespołu zabytkowego. Historia znajduje się tutaj pomiędzy codziennością.
Osiedle, które zostało po kopalni
Kiedy Warszawskie Towarzystwo zaczynało inwestować w Niemcach, najważniejszy był węgiel. Potrzebne były nowe szyby, nowe miejsca pracy, nowi pracownicy.
A później mieszkania, szkoła, szpital, gospoda, park. Całe zaplecze życia.
Po ponad stu latach kopalnia zniknęła, ale przestrzeń, którą stworzyła, w dużej mierze pozostała. To właśnie dlatego warto patrzeć na osiedla patronackie nie tylko jak na zabytki architektury. Są one materialnym zapisem relacji pomiędzy przemysłem a człowiekiem.
Pokazują, że przedsiębiorstwo potrzebowało nie tylko rąk do pracy.
Potrzebowało ludzi, którzy będą gdzieś mieszkać, będą mieli rodziny. Będą chorowali, odpoczywali, czytali książki, chodzili do teatru, spotykali się przy stole. I właśnie dlatego wokół kopalni powstało coś znacznie większego niż kolonia robotnicza. Powstało małe miasto. Miasto, którego nie zaprojektował samorząd, lecz przemysł.
Co dziś warto zobaczyć w Ostrowach Górniczych?
Ostrowy Górnicze leżą we wschodniej części Sosnowca, z dala od śródmieścia, w sąsiedztwie Kazimierza Górniczego, Porąbki i Maczek. Od północy dzielnica graniczy z Dąbrową Górniczą, a od wschodu ze Sławkowem. To jedna z tych części Sosnowca, w których miejski krajobraz szybko przechodzi w bardziej kameralną, zieloną zabudowę.
Ostrowy Górnicze nie są miejscem, które zwiedza się według klasycznej listy atrakcji. Najciekawsze jest tu właśnie to, że zabytki nie stoją osobno. Tworzą dawny, patronacki organizm: domy robotnicze, szkoła, szpital, ambulatorium, willa dyrektora, domy urzędnicze i Dom Ludowy. Najlepiej przejść się między nimi pieszo i pozwolić, żeby architektura sama opowiedziała historię dawnej osady.
- Dom Ludowy przy ul. Klubowej 2 – punkt obowiązkowy. Zbudowany w latach 1902–1903 według projektu Franciszka Lilpopa i Kazimierza Jankowskiego, wyróżnia się stylem zakopiańskim, zupełnie nieoczywistym w przemysłowym Zagłębiu. Dawniej działały tu m.in. gospoda, restauracja, biblioteka, czytelnia, sala balowa, bilardowa i teatralna. Dziś budynek pozostaje w rękach prywatnych, ale można zobaczyć go z zewnątrz. Zachowały się także oryginalne elementy wystroju, m.in. stolarka, drewniane stropy i piece kaflowe.
- Park wokół Domu Ludowego – warto nie ograniczać się do samego budynku. Zieleń była integralną częścią dawnego założenia, a cały zespół urbanistyczno-przyrodniczy obejmuje około 2 ha. Stare drzewa są dziś równie ważną częścią tego miejsca jak zachowana architektura.
- Dawna szkoła przy ul. Starzyńskiego – jeden z najważniejszych elementów społecznego zaplecza osiedla. Szkoła powstała około 1900–1901 roku razem z domem nauczyciela i była częścią systemu opieki nad rodzinami pracowników kopalni.
- Domy robotnicze przy ul. Gałczyńskiego – właśnie tutaj najlepiej zobaczyć, jak wyglądała codzienna strona patronackiego miasta. Nie są tak efektowne jak Dom Ludowy, ale to one tworzą podstawowy krajobraz dawnej kolonii. Warto przejść się wzdłuż zachowanych domów i zwrócić uwagę na ich powtarzalność oraz relację między zabudową mieszkalną a ulicą.
- Dawny szpital przy ul. Gałczyńskiego 38 – kolejny ślad tego, jak szeroko rozumiano patronat przemysłowy. Szpital powstał pod koniec XIX wieku i wraz z ambulatorium tworzył zaplecze zdrowotne osady. W późniejszych latach budynek zmienił funkcję; dziś jest częścią współczesnego życia dzielnicy.
- Dawne ambulatorium przy ul. Gałczyńskiego 36 – niewielki, ale charakterystyczny element zespołu. Wzniesiony w 1904 roku budynek również otrzymał formy nawiązujące do stylu zakopiańskiego. Dziś pełni funkcje mieszkalne, dlatego najlepiej oglądać go z przestrzeni publicznej.
- Willa dyrektora przy ul. Gałczyńskiego 39 – miejsce, w którym szczególnie wyraźnie widać społeczną hierarchię dawnego osiedla. Po jednej stronie ulicy znajdowały się skromniejsze domy robotnicze, a nieopodal reprezentacyjna willa przeznaczona dla dyrektora kopalni.
- Domy urzędnicze przy ul. Klubowej 1 i 3 – późniejszy element założenia, wzniesiony w latach 20. XX wieku w formach przypominających niewielkie dwory. W zestawieniu z domami robotniczymi i willą dyrektora tworzą niemal gotową mapę hierarchii dawnego przedsiębiorstwa.
- Spacer ulicami Klubową, Gałczyńskiego i Starzyńskiego – najważniejszy punkt całego programu. Dopiero przejście między poszczególnymi budynkami pozwala zobaczyć, że nie mamy tu do czynienia z kilkoma przypadkowo zachowanymi zabytkami, ale z fragmentem przemyślanego, patronackiego miasta.
Dodaj komentarz
Komentarze